Dojmująca tęsknota za gauloisami, drawą i begrawą, ramą i ibarem, skrętami z czymkolwiek, co się nadawało do palenia, to oczywiście drobiazg w porównaniu z innymi cierpieniami mieszkańców getta. Szczegół, ale szczegół wiele mówiący o świecie za drutami i o samym autorze „Reportaży i esejów getta łódzkiego”, Oskarze Singerze, który o tym pisał. Z jego publikacjami zetknęłam się po raz pierwszy ponad 20 lat temu, podczas promocji książki „Przemierzając szybkim krokiem getto…” (Oficyna Bibliofilów), gdy jej fragmenty czytał Leon Niemczyk. Teraz Oskar Singer powraca za sprawą Wydawnictwa UŁ, które przygotowało rozszerzone, dopełnione szkicami Krystyny Radziszewskiej i Ewy Wiatr oraz Saschy Feucherta z Justus-Liebig-Universität Gießen, teksty. Uczelnia ta od dawna współpracuje z Uniwersytetem Łódzkim, czego efektem jest wiele wydawnictw dotyczących getta w Łodzi. Najnowsze wydanie „Reportaży i esejów…” poświęcone jest - jak czytamy we wstępie – „pamięci pionierów badań nad dziejami łódzkiego getta” – Erwina Leibfrieda i Jorga Riecke oraz Juliana Baranowskiego. Temu ostatniemu sama zawdzięczam bardzo wiele. To on wędrował ze mną ulicami dawnego getta i opowiadał o poszczególnych adresach, od niego dowiedziałam się, że w październiku 1941 roku do Litzmannstadt przybyli ze starej Rzeszy, Luksemburga, Wiednia i Pragi zachodnioeuropejscy Żydzi. Wśród nich był Oskar Singer z żoną, córką i synem, zakwaterowano ich w getcie przy ulicy Łagiewnickiej 37a, w tzw. kolektywie, gdzie – jak napisze później – było tak strasznie, że „międzypokłady na statkach emigrantów w najgorszym okresie” mogły wydawać się „komfortowymi pałacami”. Kolejnym adresem była kamienica przy ulicy Limanowskiego 47.
Podobnie jak inni Prażanie, Wiedeńczycy, Berlińczycy przeżył szok, widząc panujące w getcie warunki. Ciasnota w zajmowanych przez Żydów mieszkaniach, gdzie często gromadzono po kilkanaście osób w jednym pokoju, głód, brak podstawowych warunków sanitarnych doprowadzały wiele osób do samobójstwa. Inni umierali z zimna, niedożywienia i chorób.
Oskar Singer – piszący po niemiecku praski dziennikarz, prawnik, działacz ruchu syjonistycznego, autor antynazistowskich „Władców świata” został zatrudniony w Wydziale Statystycznym Przełożonego Starszeństwa Żydów. To jemu, między innymi, zawdzięczamy „Kronikę getta łódzkiego”, bezcenne źródło informacji o tamtych czasach.
W maju 1942 roku Singer opisywał wysiedlenia z getta – na pierwszy ogień poszli „nędznicy z Kolonii i Dusseldorfu”, niemieccy Żydzi, mający „dyscyplinę we krwi”, wykonujący wszystkie rozkazy i nie myślący o jakimkolwiek oporze. Zgodnie z obwieszczeniem każdy miał prawo zabrać 12,5 kg bagażu na osobę – „Ponieważ nie można wziąć ze sobą walizek, ludzie mają tylko tobołki zrobione z prześcieradeł i poszewek na kołdry. Z braku rzemieni użyto wszelkiego rodzaju sznurów. Bagaż nędzy! […] I w ten sposób jest się znów gotowym do podróży”. Podróż wysiedleńców kończyła się w Chełmnie nad Nerem, gdzie byli natychmiast uśmiercani. Czy Oskar Singer wiedział o tym? Zdawał sobie sprawę z tego, co czeka jego sąsiadów z kamienicy, z której – jak pisze Ewa Wiatr – wysiedlono co najmniej 30 osób? „Żydzi z Pragi próbują szczęścia” – to fragment kolejnej relacji o deportacjach – „nauczyli się tego od miejscowych”, szukają ukrycia, liczą na przetrwanie obławy policyjnej, „siedzą sparaliżowani ze strachu […] i nie mają odwagi oddychać”. Oskar Singer jest, na razie, chroniony. Może pisać. I pisze.
„Śmierć z getta w Litzmannstadt jest śmiercią, jakiej Europa nie znała” – to słowa rozpoczynające wpis pochodzący z lipca 1942 roku. Dla mnie to STUDIUM UMIERANIA. „Żadnych noweli, żadnych wymyślonych historii” – podkreśla Singer – „Mordka K. pracuje w warsztacie stolarskim…” – jego historię wybrał kronikarz, by opisać cały proces. Jak w kilku zdaniach przedstawić to, co zajęło ponad 5 stron? Spróbujmy. Mordka gnieździ się, wraz z rodziną, w małym domku blisko drutów. Pracuje, ale skarży się na zmęczenie, ból stóp. Z ledwością się porusza, ale „nie, to nie może być głodowa puchlina, którą ma wielu ludzi w getcie”. Strug wypada mu z ręki. Lekarz zaleca drożdże, na nic innego ich nie stać. Na dłoni pojawia się czyrak. Trzeba jeść drożdże! Mordka ma okropne bóle, nie sypia. Pani K., żona, kupuje drożdże, „nie chcemy nawet pytać, co sprzedała. Serce by nam pękło”. Ciężka czyraczność, awitaminoza. Ciało nadal opuchnięte. Dzięki talonowi chorobowemu jest więcej jedzenia, ale organizm niczego nie przyswaja. Zaczynają się biegunki. Lekarz jest bezsilny. Mordka mówi z trudem, zasypia. Swoje studium Oskar Singer kończy słowami – „Lekarz wystawia akt zgonu: niewydolność serca! W getcie nie wolno nikomu umrzeć z głodu”.
„Deportacje. Rozważania o śmierci” to jedna z części omawianej publikacji, gdzie znajdziemy przywołane już teksty o wywózkach, opowieść o Mordce K., a także reportaż Singera o Wielkiej Szperze, podczas której wywieziono do Kulmhof dzieci do lat 10 i osoby powyżej 65 roku życia oraz chorych i niezdolnych do pracy.
„Opisywanie getta” to część kolejna, poświęcona m.in. czapnikom, referatowi prac biurowych, papierosom czy kwestii jedzenia, którego ciągle brakuje. „Teraz wszędzie w Europie – pisze w lipcu 1942 roku Singer – ludzie jedzą świeże warzywa […] młode ziemniaki […] szpinak, sałatę, marchew, zielony groszek, fasolkę szparagową i pierwsze owoce: truskawki, porzeczki, agrest, czereśnie! Żadnej z tych rzeczy nie ma w getcie”. I jeszcze resort surowców wtórnych, gdzie ze starych szmat robi się dywany, z resztek mąki zbieranej przy piecach – klej potrzebny do sklejenia zelówek, które potem prasuje adwokat z Pragi. „Tną, sortują i wiążą, dawniej panowie z biura, teraz pariasi filcowych podeszew. Zmęczeni, śmiertelnie zmęczeni i słabi, lecz zdecydowani iść tą drogą pracy, tną, sortują… filcowe podeszwy dla niemieckich wojowników na polu bitwy”.
Dział „Z problematyki Wschodu i Zachodu” przynosi rozważania autora na temat Żydów wschodnio oraz zachodnioeuropejskich, którzy stłoczeni w getcie na powierzchni niecałych czterech kilometrów kwadratowych próbowali ułożyć sobie życie, mimo iż dzieliło ich tak wiele. Zbyt wiele, by to się powiodło. „Ludzie prawego charakteru pojawiają się w getcie rzadziej niż masło” – konstatuje gorzko Oskar Singer – „Otwarcie wygłoszone uczciwe słowa są bardziej niebezpieczne niż tyfus. GETTO JEST WYTWOREM LĘKU”. Eseje te, powtórzę za Ewą Wiatr, ukazują „kunszt pisarski Singera i szeroką wiedzę o dziejach europejskich Żydów”.
Czy Singer pisał teksty na zamówienie administracji getta? Niektóre z pewnością tak, jak chociażby te, które znalazły się w albumach wydawanych przez Wydział Statystyczny, mające podkreślić działania i osiągnięcia władz getta. Inne, jeśli nawet takie akcenty zawierały, pokazywały przede wszystkim codzienność getta, zmagania jego mieszkańców z rzeczywistością.
Warto wspomnieć, iż w końcu 1943 roku Wydział Archiwum Litzmannstadt Getto podjął inicjatywę stworzenia encyklopedii getta. Projektem kierował właśnie Oskar Singer, który sam zaplanował napisanie ponad 1500 haseł. Jak wiemy projekt encyklopedii został przerwany, dokończyli go współcześni historycy już w XXI wieku, a opublikowało – w 2014 roku - Wydawnictwo UŁ. Większość gettowych autorów zaangażowanych w powstanie encyklopedii zginęła. Wśród nich był Oskar Singer.
Widzimy go na zdjęciach zamieszczonych w omawianej książce – z żoną Margarethe w ogrodzie domu w Pradze, gdzieś przy stoliku kawiarnianym, oczywiście z papierosem w ustach, wreszcie wśród współpracowników w Wydziale Archiwum - starszy pan w garniturze, białej koszuli, z muszką to on, patrzy uważnie w obiektyw. To uważne spojrzenie widać też na jego portrecie, wykonanym w 1941 roku przez Dawida Friedmana, malarza pochodzącego z Ostrawy. Uważność to chyba dominująca cecha Singera.
Kilkanaście lat temu Łódź odwiedził Erwin Singer, syn Oskara. Spotkaliśmy się na ulicy Limanowskiego, w czasie okupacji Alexanderhofstrasse, gdzie – pod numerem 47 – stała kamienica, w której mieszkała rodzina Singerów. Dziś w tym miejscu są powojenne budynki, jakaś przychodnia, wieżowce, ale po drugiej stronie ulicy, wyłączonej w czasie okupacji z getta, stoją nadal kamienice pamiętające tamte czasy. Erwin Singer rozglądał się dokoła, przez jego twarz przemknął cień, wyszeptał – „a ja myślałem, że to wszystko się zburało…” Wspominał drewnianą kładkę, którą przechodzili Żydzi z jednej części getta do drugiej i to, że z okien domu było widać posterunki niemieckiej policji Schupo. „Patrzyliśmy na to codziennie” – powiedział – „tata z niezwykłą uważnością, jak zwykle”.
Autorka: Joanna Sikorzanka
Link do publikacji „Reportaże i eseje z getta łódzkiego" Oskara Singera.
